Miłość jest trudna

 

Miłość jest trudna

Elżbieta Trawkowska-Bryłka, psycholog

Wspólna podróż przez życie bez większych wstrząsów jest marzeniem wszystkich małżonków. Niestety, na kryzysy nie ma rady. Co jest ich przyczyną? I wreszcie, czy można przewidzieć pojawienie się pierwszego zakrętu?

Pierwszy poważny kryzys pojawia się najczęściej po około dwóch latach trwania małżeństwa. Nierzadko ma on dramatyczny przebieg i wielu osobom wydaje się, że oznacza koniec ich związku. Dzieje się tak dlatego, ponieważ pary zwykle idealizują siebie i swoje małżeństwo, przez co odrzucają myśl o tym, że także je może dotknąć kryzys. Nowożeńcy żyją w przekonaniu, że dbając o łączącą ich relację i podsycając wzajemną miłość, nie dopuszczą do sytuacji zwiastującej - w ich myśleniu - koniec uczucia. Gdy dochodzi do kryzysu, który jest nieunikniony w każdym, nawet najlepszym, małżeństwie, czują, że zawiedli. Wpadają w panikę i - zamiast szukać konstruktywnych rozwiązań - rozpaczają nad stratą miłości. Zazwyczaj, kiedy minie pierwszy szok i opadną emocje, małżonkowie próbują radzić sobie sami z kryzysem, a gdy to nie pomaga, zaczynają szukać pomocy u najbliższych.

I na tym etapie popełniają najwięcej błędów... Nie bez przyczyny mówi się przecież, że przez dobre rady rodziców czy przyjaciół rozpadło się niejedno małżeństwo.

Pamiętajmy, że małżonek w kryzysie jest słaby psychicznie i otwarty na pomoc innych. Dlatego tak dużo zależy wówczas od zachowania osób trzecich, które stają się pośrednio, a czasem nawet wprost uczestnikami konfliktu. I rzeczywiście zdarza się, że ludzie zaufani, zamiast starać się namawiać do walki o małżeństwo, swoimi „dobrymi” radami wbijają klin między małżonków. „Jeśli on wychodzi sam na imprezy, to i ty tak rób! Jeżeli ona flirtuje z mężczyznami, ty także umów się na randkę - niech druga strona zobaczy, jak to boli! Jeśli on wszczyna awantury, ty krzycz jeszcze głośniej - niech wie, że z tobą nie wygra” itd. Jak przypuszczam, większość małżeństw rozpada się właśnie przez tego typu niemądre rady osób trzecich. Jeśli bowiem małżonkowie zastosują się do nich, zaczynają coraz bardziej siebie ranić. Narastają wzajemne pretensje i żale, pojawia się nienawiść podsycana często przez osoby postronne. To z kolei doprowadza do decyzji o rozwodzie, a koronnym argumentem staje się przekonanie, że „druga strona nie chce się zmienić, a ja już nie mam siły, więc lepiej to zakończmy i poszukajmy szczęścia z inną - lepszą osobą”.

I wpadamy w błędne kolo. Zapominamy tym samym, że ślubowana przed ołtarzem miłość winna być cierpliwą, łaskawą, niepamiętającą złego...

Owszem, a myślenie, że z inną osobą się ułoży, jest pułapką, w którą wpada, niestety, coraz więcej młodych małżeństw. Zakładają oni, że kochać jest łatwo, ale trzeba znaleźć idealnego partnera. Tymczasem prawda okazuje się zupełnie inna: to miłość jest trudna, ponieważ wymaga od nas rezygnacji z własnego „ja”, zgody na cierpienie i poświęcenie dla drugiej osoby, wierności i uczciwości mimo wszystko, a nie pod warunkiem, że i ta druga strona będzie wobec nas zawsze w porządku.

Pierwszy kryzys pokazuje, że zobaczyliśmy prawdę o sobie i współmałżonku, zostaliśmy zranieni, ale i sami nie jesteśmy bez winy. Warto wtedy wiedzieć, że trudna sytuacja, w obliczu której stajemy, nie oznacza końca miłości, tylko jest jej naturalnym etapem. Staje się zaproszeniem na przejście „poziom wyżej”, gdzie dostrzegamy własne wady, uczymy się przebaczać i kochać współmałżonka dla niego samego, a nie przez wzgląd na jego zalety.

Wiedza to jedno. W jaki sposób wprowadzić ją w czyn, nie zniechęcając się pierwszymi niepowodzeniami?

Ważną rzeczą, o której warto pamiętać w kryzysie, jest wspólne szukanie pomocy, a nie każdy na własną rękę, i - co najważniejsze - u odpowiednich osób. Może to być szczera rozmowa z kapłanem albo konsultacja psychologiczna angażująca obie strony konfliktu. Jeśli zaś zamierzamy zwierzyć się ze swoich problemów bliskim, miejmy na uwadze, iż powinny być to osoby dojrzałe, które miały już doświadczenie kryzysu, poradziły sobie z nim i są szczęśliwe w małżeństwie. Inaczej lepiej tego nie robić, ponieważ zaangażują się one w spór, broniąc „słusznych racji” swojej córki, przyjaciółki, syna czy kolegi. Wtedy kryzys na pewno się zaostrzy, górę nad rozsądkiem łatwo mogą wziąć emocje i zamiast pojednania finałem będzie rozwód.

Rozpad małżeństwa sakramentalnego - niezależnie od tego, jak bardzo wmawialibyśmy sobie, że nic wielkiego się nie stało - jest niewątpliwie największą życiową porażką. To złamanie przymierza z Bogiem, a nie tylko - jak w związku cywilnym - obietnicy danej drugiemu człowiekowi. Warto pamiętać o duchowym wymiarze małżeństwa i - zwłaszcza w kryzysie - zwracać się o pomoc do Boga. Życie pokazuje, że małżeństwa, które potrafią codziennie wspólnie się modlić, przetrwają najgorsze życiowe burze.

Dziękuję za rozmowę.

WA

http://www.youtube.com/watch?v=cbm562AnMdo&list=PLD569C47EF4494F90&index=2

http://www.youtube.com/watch?v=cbm562AnMdo&list=PLD569C47EF4494F90&index=7

http://www.youtube.com/watch?v=vxZESvl6goA&list=PLD569C47EF4494F90

http://www.youtube.com/watch?v=gG0Ad3oaSSM

http://www.youtube.com/watch?v=Uyu5ilLk1GA

Święta

Sobota, VI Tydzień Wielkanocny Rok A, I Dzień powszedni albo wspomnienie św. Augustyna z Canterbury, biskupa

Dzisiaj jest

sobota,
27 maja 2017

(147. dzień roku)

Zulte

Wizyta 2016

Gent

Zulte

scholka