Kryzys...

Miłość na zakręcie

Przedślubny pośpiech okraszany radością wynikającą z pewności, że będą żyli długo i szczęśliwie... Słowa przysięgi i wymiana obrączek - symbolu łączącej młodą parę miłości...

Pewnego dnia poezję zastępuje proza. Opadają emocje związane z nowością życia we dwoje i przyszłość przestaje mienić się w różowych barwach. Co dalej?

Kwestia odpowiedzialności

Pierwszy krytycznym momentem w małżeńskim pożyciu Anny było urodzenie dziecka. Choć świadomość zakrętu, na jaki natrafili wraz ze Sławkiem, zyskała dopiero po roku od zajścia. Łapali pion, kiedy terapeutka uświadomiła jej, że zachwyt nad nowym członkiem rodziny położył się cieniem na relacji łączącej ją z mężem.

- Dziś mam wiedzę. Wtedy był żal i pretensje - wyjaśnia. Anna jest mamą trzyletniego Piotrusia. Synek przyszedł na świat dwa lata po ślubie. - Mieliśmy czas, by móc nacieszyć się sobą. Bardzo dobrze wspominam też okres ciąży. Zawsze mogłam liczyć na Sławka - podkreśla mężatka. Nie ukrywa, że narodziny dziecka zmieniły nie tylko rozkład jej dnia. - Jego potrzeby były najważniejsze, co z uwagi na czas niemowlęctwa jest zrozumiałe. Mąż tego nie akceptował. Spędzał całe dnie poza domem, podczas gdy ja nie miałam chwili dla siebie.

Kiedy Piotrek skończył rok, Sławek oznajmił, że poznał kogoś i chce odejść. Kobieta wspomina, że miejsce pierwszego szoku zajęły awantury i płacz. - Wyrzucałam mu, że podporządkowałam życie i jemu, i dziecku, a on mnie zdradza. Spakowałam się, zabrałam syna i uciekłam do matki. Potem przyszło otrzeźwienie. Mama uświadomiła mi, ile mam do stracenia. Oboje mamy! „Kto jest bez winy, niech rzuci kamień” - mówiła. Pomogła mi zrozumieć, że winę za zaistniałą sytuację ponoszę w równym stopniu, co mąż. Ja byłam matką. On utrzymywał nas, a zamiast podziękowań słyszał tylko pretensje i narzekania. Przestałam o niego dbać, pytać, jak minął mu dzień, zaniechałam dbania o swój wygląd, by móc się Sławkowi przypodobać. Zrozumiałam wreszcie, że jego odejście skazuje mnie i syna na poniewierkę - wyznaje.

Anna nie ukrywa przy tym, że świadomość własnych zaniedbań zyskała dzięki terapii, na jaką trafili wspólnie z mężem. Spokojne wypowiedzenie żalu, powrót do przedślubnych planów uświadomiły im, że mają do przebycia długą drogę. Było o tyle łatwiej, iż oboje mieli sobie coś do wybaczenia. - Po dwóch latach codziennej walki o szczęśliwą przyszłość dziś wiem, że miłość nie jest dana raz na zawsze. W dniu ślubu byliśmy w sobie ledwie zakochani. Nasza miłość musiała narodzić się w bólu i dlatego teraz ją doceniamy - podkreśla z uwagą, że zamiast szukania motylków w żołądku jak mantrę powtarza sobie: „miłość, wierność i uczciwość, dopóki śmierć nas nie rozłączy”. - Wspólne życie to też kwestia odpowiedzialności - kończy.

kryzys małżeński

http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=l-8-B08cRPc

Święta

Czwartek, XIX Tydzień zwykły Rok A, I Wspomnienie św

Liturgia słowa

Czytania:

  • Ewangelia:

Dzisiaj jest

czwartek,
17 sierpnia 2017

(229. dzień roku)

Zulte

Wizyta 2016

Gent

Zulte

scholka